free counters
wtorek, 12 stycznia 2010

Uff, wczoraj zakończyłam pierszy etap serwetki. Zabrałam się za to , bo przez przypadek trafiłam na kupiony lata temu kordonek.....ale pewnie nic by z tego nie było, gdybym wiedziała ile to czasu zajmie - a dokładnie: zaczęłam w 2 dzień świąt i az do teraz robiłam (dziennie1-2 kwiatuszków).......wolno, strasznie wolno, ale na więcej nie było czasu.

A to jeszcze nie koniec - wokół kwaiatuszków pojawią się jeszcze listki - na efekt końcowy pewnie poczekam znowu kilka tygodni.....

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Przed świętami zdążyłam popełnić jeszcze jeden naszyjnik - kolejna frywolitka z niebieskimi koralikami. Miały byc jeszcze błękitne łezki, ale okazało się, ze mają tak małe dziurki, ze nie udało się ich przewlec - nic straconego - pojawią się w następnym "dziele"

A to przykładowe powiązanie z niebieskim golfikiem - nie jest to dokładnie ten sam odcień, ale nie wiem gdzie się podział mój bezrękawnik w tym kolorze:-))

wtorek, 15 grudnia 2009

Zostało jeszcze troszkę koralików, dokupiłam kordonki w ciemniejszych odcieniach i powstał kolejny naszyjnik frywolitkowy - tym raze bardziej uproszczony i szybszy w wykonaniu, a do tego bardziej uniwersalny, bo pasuje do turkusowych ciuszków w różnych odcieniach........a do tego juz nie jest na moją strasznie chudą szyję , tylko coś bardziej standardowego :-))

A to z moją sukieneczką po raz kolejny - też pasuje.

A tu w całej okazałości:

poniedziałek, 14 grudnia 2009

dwa lata temu dostałm pod choinkę śliczniutka, cieplutką sukieneczkę turkusowa i mówiąc szczerze nie byłam w stanie dobrac do niej żadnej bizuterii. Pomysł biżuterii frywolitkowej okazał się być strzałem w 10.....udało sie kupić kordonek w identycznym odcieniu i zrobić coś własnego i pasującego - a oto efekt.

acha - mój manekin okazał się mieć szyję dużo grubszą od mojej więc naszyjnik jest mocno naciągnięty:-))

A to razam z sukienką - żeby widac było efekt:

I w całej okazałości:

czwartek, 10 grudnia 2009

Kupienie naszyjnika w tonacji rózu graniczy z cudem, już od dawna czegos orginalnego szukałam. Ale potrzeba matką wynalazków......koralika zrobiłam z połączonych kolorków, a potem zaczełam eksperymentować jak to wszystko połączyć. Jedyne co mi przszło do głowy to szydełko (frywolitki jeszcze były dla mnie tematem typu "ciemna magia".........). Pierwsza próba i prucie, drugie wykończenie i prucie, to co pokazuje to efekt 3 próby........

Będzie idealny na lato do moich różowych bluzeczek :-))

środa, 09 grudnia 2009

Zakupiłam w ciucholandzie 2 motki nowiutkiej bawełenki - coś trzeba było z tym zrobic. no i wyszukałam sobie w jednym z czasopism takie coś.

Zaispirowana sukienką z bon-pixa (cena 99zł wydała mi się wygórowana ), doszłam do wniosku, ze przeciez sama mogę taką zrobic - no i zrobiłam wprowadzając do nie troszkę swoich modyfikacji, a przede wszystrkim robiąc wypełnienie (a nie azurek) w okolicy bioder.

A oto efekcik kilkumiesięcznej pracy:

wtorek, 08 grudnia 2009

Oj długo go robiłam, zajęło mi to chyba z pół roku......małe dziecko, praca, robótki tylko w niewielu wolnych chwilach.

A oto efekt, czasu i cierpliwości na kwaitowe rekawy już nie starczyło, ale i tak bardzo go lubię i często zakładałam na swoje różowe bluzeczki.

A to ja w moim sweterku na jednej z wycieczek.

ja w moim sweterku

piątek, 04 grudnia 2009

Czyli kolejny wyrób, który wyszedł po prostu z potrzeby.....a tekiego czegos tanio się nie kupi. I znowu prucie wczesniejszego wyrobu....który szybko mi się znudził......, dokupienie włóczki i zrobienie czegoś, co będzie uniwersalne i na wiele okazji....no i wyszło, z efektu byłam na prawdę zadowolona i chodziłam w swetrze jak to się mówi jak "wół w skórze".....

Czyli coś, co się zawsze przydaje w chłodniejsze letnie wieczory......takie małe, białe cos do narzucenia. Nie zajmuje duzo miejsca w bagazu więc można zabrać na wakacje, a narzucone na czarną sukieneczke i w zimie może posłużyc:

wiązanie i dół sweterka to wykorzystane z wczesniej sprutego swetra (już mi się znudził) listki. Całośc wyszła tak, ze szybklo stał sie moim ulubionym  sweterkiem....ale już popadł w niełaskę.....wisi sobie i czeka na swój wielki powrót.

wiązanie

wykończenie dołu

czwartek, 03 grudnia 2009

Kolejna torebka - czyli mała - czarna na któtki spacer o dowolnej porze roku - no może poza latem, bo wtedy unikam ciemnych kolorów:

w całej okazałości

zbliżenie

Kupienie takiej torebki jaka by nam pasowała czasem graniczy z cudem, zwłaszcza, że ktoś wymyslił coś tak niefunkcjonalnego jak torebusie na krótkich rączkach - jak dla mnie koszmar, bo lubię miec wolne ręce więc potrzebuję zawsze czegoś na długim sznurku do zarzucenia przez ramię) - pomysł był prosty - zrobić coś samemu w kolorkach, które właśnie potrzebuje - pierwsza to mała torebusia biała na krótki wypad gdzieś......oczywiście do białej letniej sukieneczki:

w całej okazałości

zbliżenie

Po zakupieniu sporej ilości gazetek z szydełkowymi serwetkami próbowałm znaleźć cos dla siebie. I znalazłam, ale źle dobrałam włóczke i zamiast pięknej serwetki wyszło coś, co nadawało się tylko do sprucia (nawet wielokrotne rozprasowywanie tego nie dało żadnych efektów, spróbowałm z innym kordonkiem i efekt niestety był podobny.

W końcu trafiłam i udało się, a oto efekt,  leżała sobie ta serwetka najpierw w pierwszym mieszkaniu mojego meża, potem w drugim, a teraz w naszym wspólnym:

widok1 - na stole

w całej okazałości na ciemnym tle

środa, 02 grudnia 2009

Kupiona w Lidlu włóczka okazała się idealna do ekspresowego zrobienia szalików - powstały 3: jeden powędrował do Mamy, drugi dla mnie, trzeci dla mojego synka (uwielbia wszystko co milutkie w dotyku)

szaliczki nasze wyglądają tak:

mój

z bliska

szaliczek synka

09:55, blankac , druty
Link Komentarze (1) »

Pierwsza werja tej bluzki była o wiele ciekawsza, ale coś mnie podkusiło zrobic tak ciasna, że ledwo udawało mi się jż założyć. Po 2 latach sprułam toto i zrobiłam coś zupełnie nowego, kawałeczki robione na drutach połączyłam robótką szydełkowa i wyszło coś takiego:

przód

bok

tył

detal

Tylne ramiaczka sa podwójne, aby pasowało do biustonosza, a równocześnie dobrze trzymały.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Znalezione w internecie stronki z figurkai z bajek Disneya zainspirowały mnie do zrobienia z synkiem naszej ulubionej postaci, czy Goofiego. Stoi sobie teraz na stole w kuchni i umila nam jedzenie. a oto on:

z przodu

z boku

z drugiego boku

z tyłu

Piłeczka wykonana przez mojego synka.....z pomiesznych wcześniej kolorków

piątek, 27 listopada 2009

Ulubiona letnia sukieneczka zmieniła się w małą tuniczke po wielu praniach - czas na nią nadszedł: łańcuszek. który łączył ramiączka trzeba było wyciąć (bo puścił redzę i zafarbował spory kawałek materiału), ramiączka zamieniłam więc na szydełkowa korokę, wykończyłam delikatnie dekolt, a dół przedłużyłam innym wzorem. Latem nadal mi służy, a ma już pewnie z 15 lat :-))

wykończenie góry sukienki

wykończenie dołu sukienki

Nie chciało mi się prasować przed zrobiewniem zdjęć więc nie ma właściwego efektu.....

Kolejna sukieneczka, która z czasem znudziła się i postanowiłam przerobić (żeby był nowy ciuszek).

Obcięte rękawy, poszerzony dekolt obrobiony na szydełku - efekt jak widać - bardzo ją lubię .

przód i tył sukieneczki

wykończenie dekoltu

Kiedyś na studiach, kiedy miałam rozmiar w porywach nawet do 36 (przyz wzroście 176cm, ha,ha,ha) odkupiłam od koleżanki sukieneczkę. Potem stwierdziąłm, ze pora coś z nią zrobić - obcięłam rękawy (były 3/4), zwiększyłam dekolt i zaobrębiłam wszysko ręcznie (nie posiadam maszyny do szycia). Teraz jest idealna jako tunika......jako sukienkę już nie nosze, bo ma zbyt nieprzyzwoitą długość :-))

przód i tył przerobionej sukieneczki przód i tył sukieneczki

wtorek, 17 listopada 2009

Wykonana z resztek niebieskiej włóczki (nie ukrywam wzorowana na jednym z czasopism z robótkami), ale nie do końca skopiowana. Nawet jeśli się na czymś wzoruje, to zawsze dołożę swoje 3 grosze i coś zmienię. A oto efekt :

 

Zapomniałam dodać - właśnie kurier przyniósł mój prezent imieninowy - czyli manekina - hurra !!! teraz mogę zacząć tworzyć coś na prawde własnego - jeśli tylko starczy na to czasu....

Kupiony sweter już po pierwszym praniu zmniejszył się o 1/3, cóz było robić - kupiałam motek włóczki i powiększyłam sweter tworząc swój wałsny model - przedłużyłam na szydełku rękawy, dół oraz dorobiłam wykończenie przy dekolcie, aby całość do siebie pasowała.  Żadnych cudów, ale miałam sweter, który słuzy mi do dzisiaj i bardzo go lubię :-))

 

wykończenie dekoltu

piątek, 13 listopada 2009

Bawełniana sukienka, dość pracochłonna. Nosiłam ją jednak lata temu. Myślę, ze kiedyś ją przerobię i do niej wrócę. Szkoda, zeby taka dobra bawełna siedział bezczynnie w szafie...

 

No tak, kiedyś robiłam tego sporo.: serwetki, obrusy, obrazki (jeden wisi u ciotki z Anglii, drugi u mamy, a trzeci nie pamiętam gdzie).

Myslałam, że wszystko sie gdzieś zatraciło, ale mama wyciągnęła z głębi szafy 2 moje wyroby.....aż trudno uwierzyć - mają już pewnie po dwadziescia parę lat......

I jeszcze jeden - tym razem obrazek (jeden z 3 jakie zrobiłam)

12:53, blankac , haft
Link Dodaj komentarz »

Zanim jeszcze pojawił sie na świecie mój synek zrobiłam dla niego śpioszki i malutkie sweterki (przekazałm je później sasiadce).

Później przyszedł czas na większe sweterki, ale i z tych mój synek już wyrósł - czas przekazać dalej....

1. Lekki sweterek z ukochaną ciuchcią

oczywiście wrabianie wzoru jak zawsze pracochłonne, ale czegóż się nie robi dla dziecka... wzór wcześniej zaprojektowałam i rozrysowałam na kratkowanych kartkach......oczywiście napis po angielsku (maluszek już uczęszczał wtedy na kurs (mały poliglota)

2. gruby sweterek

Nieudany wyrób - okazał się zbyt sztywny i nieprzytulny więc maluszek niechętnie go zakładał ;-((

czwartek, 12 listopada 2009

Na początek kilka starych, starszych i najstarszych sweterków wydzierganych na drutach.

Z drutami można powiedzieć, że się urodziam - od najmłodszych lat dziergałm swetry, sweterki, kamizelki, ubranka dla lalek, czapki, szaliki.

Zachował się z tego malutka cząstka - większość został komuś przekazana, część spruta.

Na początek najstarsze zachowane swetry:

1. wełniany sweter

Pamiętam jak przyszedł w paczce z Francji (lata 80-te - największy kryzys) taki zjedzony przez mole stary sweter - byłam zachwycona !!! szybko go sprułam, wyprostowałm włóczke na parze i zrobiłam swój - niepowtarzalny....długo mi służył

2. wełniany czarny sweter z wzorami

To dopiero była praca - na maszynia dziewiarskiej (pożyczonej na 1 dzień zrobiłam tył swetra), z przodem nie było juz tak łatwo....pamiętam, że rządek z wzorem robiło się równą godzinę.....masakra. Ale efekt był !!!

3. dwa bliźniacze swetry dla mnie i dla męża.

Mój mocno naciągnięty bo nosiłam go prawie całą ciąże (a brzucho było duże)

4. turkusowy sweter na okres ciąży

Bardzo go lubiłam, był mięciutki i cieplutki. Niestety po ciąży nie nadaje się do noszenia (strasznie się naciągnął

5. bluzeczka z resztki włóczki

Nie nosiłam jej zbyt często - tak to już jest, że albo nam coś lezy, albo nie...

6. bardzo stary malinowy sweterek

Z tego co kojarzę, to rękawy zostały chyba zrobione przez moją mamę, ja dorobiłam przód i tył w rózne figury geometryczne - na zdjęciu nie widać...

7. sweter rozpinany z resztek

To taka "szybka piłka" z resztek - może nie jajpiękniejszy, ale bardzo go lubię i do dzisiaj mi służy.

8. mały golfik w niebieskiej tonacji

9. lekki sweterek na lato

w kolorkach, które bardzo lubię :-))

1 ... 16 , 17 , 18 , 19 , 20